więc jesteś znowu znaku początku
krzyża przed końcem powstania z martwych
w Trójjedynego Imię znów wchłonięty
krawędzi między stałością i niczym
tak, bądź:
pod cienką linię antyfon wkopany
w skałę, spod której wytrysnęło źródło
ty: hymnie chwały
na wysokości Bogu na ziemi i ludziom
wytnij z tej pustej alchemii myślenia
tkankę wiary i rzuć wysoko i wyżej
by tylko Tyś Najwyższy usłyszał ten jęk
ty - nagie słowo
z profanum w sacrum znienacka przepięte
na ścianach czarnego ciała okładek
i wyrzeczone raz - na wieki znacząc
zamknij mi usta dotąd nie sparzone
dotknięciem popiołu ani smakiem żalu
doskonalszego od świeżego śniegu
o, epiklezo święta
rozwartym dachem dłoni zmierzone pragnienie
Ducha, by zstąpił i przemienił
a wyważając światłem zatrzaśnięte drzwi materii
spełnij się inną przemianą w mym życiu
o, słowo niespełnienia ziemskich objaśnień do rzeczy
okaż moc wyrwij korzeń
z opustoszałych pól ciszy
wyjaśnij ustom czego usta powiedzieć nie mogą
sercu - co rozumu zapełnia korytarz
bądź słowem stwórczym
niech stanie się świat
ty - konsekracjo -
przez strunę pękniętą we mnie zagrana
dźwiękiem nieznośnej zmienności spojrzenia
święta sekundo
która nie jesteś prawdziwym czasem a trwasz
obejmij znamieniem ognia
zimno tamtego zwątpienia
koloryt ziemi pomiędzy bielą
i bielą niepełną - szarością
i ty - komunio
w zamkniętych ustach powstrzymywany głosie
pierwotny
śpiewie na skraju możliwej harmonii
i niemożliwego krzyku
smaku powszedni
nie odwróconych nigdy znaczeń
na drugą stronę
kraino jutra w niewinne pojutrze
zmieniona
zakryj tę twarz jak kryjesz bóstwo
i stań się mapą drogi około człowieka
pod swoją dziwną śmiałością skrytego
więc jesteś znaku
spełnienie krzyża
po końcu powstania z martwych
w Trójjedynego Imię znów wchłonięty
roześlij gwarem tę otwartą ranę
i spadające liście z odartego drzewa
zakończ by znowu rozpocząć od nowa
by nic nie kończyć
już nie było trzeba
Tychy,
19 listopada 2006